Archiwum dla Fantastyka

Scott Lynch „Na szkarłatnych morzach”

Posted in Literatura with tags , on Sierpień 19, 2008 by metzli

Drugi tom cyklu o przygodach Niecnych Dżentelmenów ukazał się nakładem wydawnictwa Mag w kwietniu tego roku. Pierwsza część, rozpoczynająca tą serię, Kłamstwa Locke’a Lamory zebrała bardzo dobre recenzje, pozostaje jedynie pozazdrościć autorowi tak udanego debiutu. W momencie pojawienia się kolejnego tomu od razu rodzi się pytanie czy kontynuacja spełniła oczekiwania i rosnące apetyty czytelników? Kłamstwa Locke’a Lamory były swego rodzaju nowością, chociaż książka bazowała na sprawdzonych motywach. Kiedy przysiadamy do lektury Na szkarłatnych morzach, wiemy już mniej więcej czego możemy się spodziewać. I jeśli nastawimy się na dobrą rozrywkę na pewno nie poczujemy się zawiedzeni. Bo w taki też sposób, na książki Lyncha trzeba patrzeć i tak je traktować – jako rozrywkę. Miła odmiana jeśli wcześniej miało się do czynienia z tzw. cięższymi pozycjami. Książka idealna na podróż, łatwa i przyjemna. Trochę pokaźna jeśli chodzi o objętość, może się wydawać małą cegiełką, ale czyta się ja bardzo szybko. Scott Lynch ma bardzo lekki styl, czytelnik wręcz leci przez kolejne strony i zanim się spostrzeże ma za sobą już kilkanaście rozdziałów.

Niechaj wiedzie się złodziejom – to przykazanie Występnego Wartownika, usłyszał kiedyś mały Locke Lamora, z ust swojego mentora, Łańcucha. W okrojonym składzie, razem ze swoim przyjacielem Jeanem, stara się, kolejny raz, wypełnić je jak najlepiej. Planując kolejne, wielkie przekręty, tkając sieć kłamstw, która z wraz rozwojem fabuły robi się coraz bardziej poplątana. Z łatwością jaką nabierają kolejne wysoko postawione osoby może niekiedy budzić sprzeciw u czytelnika. Ale chyba właśnie po to kupiło się tą książkę – aby przeczytać jak dwójka błyskotliwych złodziei, w ubrankach arystokratów nabiera i pozbawia pieniędzy tą grupę ludzi przekonanych o własnej nietykalności. Z przyjemnością można popatrzeć jak grunt ucieka im spod nóg.

Recenzję z prawdziwego zdarzenia z wykazaniem plusów i niedociągnięć można przeczytać na katedrze . Ja jedynie ograniczę się do stwierdzenia, że Lynch podał czytelnikom, może znane danie, ale mimo wszystko ciągle smaczne. Jedynie momentami brakowało bardziej zaznaczających się przypraw. Jeśli o mnie chodzi, odeszłam od stołu z wrażeniem, że ta potrawa nadal mi smakuje.

Reklamy

Thomas M. Disch „Obóz koncentracji”

Posted in Literatura with tags , on Lipiec 30, 2008 by metzli

Chyba każdemu osobnikowi płci męskiej, gdy osiągnął już odpowiedni wiek zdarzyło się unikać w ten czy inny sposób służby wojskowej, z różnym skutkiem. W podobnej sytuacji znalazł się też główny bohater, Sacchetti. Jego położenie jest jednak o wiele bardziej poważne, Ameryka prowadzi wojnę, a odmowa przysłużenia się ojczyźnie jest karane więzieniem. Tam też trafia Sacchetti, żeby później zostać przeniesionym w inne miejsce, gdzie ludzie poddawani ściśle tajnemu eksperymentowi – dzięki któremu pod koniec swojego życia osiągają szczyty geniuszu ludzkiego, Sacchetti ma pełnić tam rolę obserwatora i wszystko zapisywać w swoim dzienniku.

Są książki, które zachwycają nas samym swoim początkowym pomysłem. Czytamy parę słów o takiej pozycji i od razu w naszej głowie pojawia się myśl: po tą książkę naprawdę warto sięgnąć. Obóz koncentracji zalicza się właśnie do takich. Zaciekawienie pomysłem autora, rosnące oczekiwania a później rozczarowanie.

Pierwsza sprawa to fakt, że już wielokrotnie można było się zetknąć ze scenariuszem przeprowadzania tajnych czy półlegalnych eksperymentów na ludziach. Z pominięciem etyki czy godności ludzkiej, a wszystko w imię rozwoju nauki. Pod tym względem nie jest to nowością, chociaż może w chwili wydania książki, 1968 rok, pomysł wydawał się o wiele świeższy, przez co bardziej interesujący. Dla mnie książka po pewnym etapie stawała się zwyczajnie nudna, a czytało się do końca tylko z ciekawości w jaki sposób cała sprawa zostanie zamknięta. A samo zakończenie jest, co tu dużo mówić, rozczarowujące. Coś co miało być w zamyśle nieoczekiwanym zwrotem akcji powoduje tylko pewien niesmak u czytelnika.

Czy książkę w takim razie należy omijać szerokim łukiem? Odpowiedź na to pytanie już nie jest taka prosta, bo mimo ewidentnych wad czy cech, które zniechęcają podczas lektury ma ona w sobie pewne elementy przyciągające. Disch ma bardzo sugestywny styl, czy to przez wykorzystaną formą – cała książka od początku do końca ma postać dziennika – od pierwszych stron jesteśmy wessani w ten zamknięty świat, w który został wciągnięty Sacchetti. Im dalej tym sytuacja wygląda coraz gorzej, kiedy wszystkie puzzle układanki zaczynają pasować co tylko pogarsza całą sprawę, powoli w coraz większym stopniu jesteśmy wciągani w ten nastrój beznadziei i chłodnej rozpaczy. Autor stawia w swojej powieści pytanie o miejsce geniuszu w życiu społecznym, podaje przykłady kiedy wielkie umysły nie potrafiły znaleźć się w normalnym życiu przeciętnego człowieka. Czy geniusz jest wytworem szaleństwa, niespodziewanym zjawiskiem i z punku widzenia całej zbiorowości tak naprawdę niepożądanym? Na pewno ma swoją cenę, co do przejaskrawienie pokazał w swojej książce Disch. Sam tytuł jest istotną grą słów, wiele osób, które brały do ręki tą książkę, w pierwszej chwili czytały Obóz koncentracyjny – co do charakteru obozu Archimedes nie odbiega zbyt daleko od prawdy.

Teraz wyszło na jaw, jak trudno mi wystawić ocenę końcową tej książce. Żadne warto sięgnąć czy omijać jak najdalej nie wydają się tutaj odpowiednie, czyli do końca zgodne z moimi odczuciami po lekturze. Gdybym miała wystawić ocenę w punktach w skali od 1 do 10 miałabym spory problem. Dobrze, że jestem na własnym blogu i choćby w najmniejszym stopniu zobligowana do takich ocen.