Archive for the Muzyka Category

Metallica „Death Magnetic”

Posted in Muzyka with tags , on Wrzesień 28, 2008 by metzli

Zespół, którego staż wynosi więcej niż dziesięć lat, ma jednak ciężki żywot. Kilka(naście) wydanych płyt, odbytych mnóstwo tras koncertowych, narosła rzesza fanów czy wręcz fanatyków. Nieciekawa sprawa, bo w którą stronę by się nie poszło zawsze będzie źle. Spróbować czegoś nowego, to niepotrzebne udziwnianie, nagrać płytę w starym duchu – odgrzebywanie starych trupów. Za każdym razem jakieś „ale”.

Czytaj dalej

Reklamy

Muzyczne festiwale

Posted in Muzyka with tags , , on Sierpień 11, 2008 by metzli

Jest to specyficzny typ imprezy muzycznej – za stosunkowo niską cenę można obejrzeć co najmniej kilkanaście dobrych zespołów. Posłuchać swoich ulubieńców, a przy okazji zapoznać się z czymś z zupełnie dla nas nowym. Oczywiście, artyści mają wtedy określony czas występu i rzadko mogą pozwolić sobie na dłuższe bisy – zupełnie inaczej niż gdyby miało to miejsce na oddzielnym koncercie. Festiwale rządzą się jednak swoimi prawami, co w ogólnym rozrachunku wychodzi na plus, przynajmniej w mojej opinii. Ostatnia rzecz o której warto wspomnieć odnośnie takich wydarzeń kulturalnych, to specyficzny klimat. Zupełnie inny od tego, który możemy poczuć na koncercie konkretnego wykonawcy.

Czytaj dalej

Sigur Ros „Med Sud I Eyrum Vid Spilum Endalaust”

Posted in Muzyka with tags on Lipiec 26, 2008 by metzli

Następna w kolejności recenzja, tym razem nie książki, ale muzycznego albumu. Chociaż nie jestem do końca przekonana czy te nędzne wypociny, jakaś próba przekazania swoich wrażeń po zapoznaniu się z konkretną pozycją można nazwać recenzją. Nie jestem znawcą, ktoś będzie mógł mi zarzucić, że tego nie ujęłam i tego a na to nie zwróciłam zupełnej uwagi. Ale z drugiej strony, w końcu to mój blog i mogę do woli wypisywać tutaj swoje bzdurki.

Z zespołem zetknęłam się dwa lata temu, wstyd przyznać, że dopiero wtedy, ale wychodzę z założenie, że lepiej późno niż wcale. Zatem pierwszy kontakt dwa lata temu, podczas ówczesnej edycji openera, może trochę niekonwencjonalny sposób, sam fakt, że wówczas na ten festiwal pojechałam niejako w ciemno. Kojarząc tak naprawdę jeden występujący wtedy zespół, a nie chodziło o Sigur Ros. Ale pomimo tego, że nie znałam ich wcześniej, musiałam przyznać, że dali świetny koncert. Do dzisiaj jest co wspominać i być zadowolonym z faktu, że było się wtedy w tym konkretnym miejscu. Po powrocie do domu nadszedł czas, żeby bliżej zapoznać się z ich muzyką. A jest ona pewnym fenomenem, jak ją sklasyfikować? Post-rock, alternatywa – takie określenia można znaleźć szperając po różnych serwisach. Jednak moim zdaniem nie oddają one w żaden sposób istoty tej muzyki. Ot, po prostu wygodne szufladki, najlepiej samemu się przekonać.

Nowy album, wypuszczony 23 czerwca, jest… inny, to pierwsze skojarzenie jakie przychodzi na myśl. Inny od tego do czego przyzwyczaili swoich fanów panowie od Róży Zwycięstwa. Bardziej energiczny, zagrany jakby z większą werwą, a także o wiele bardziej optymistyczny, wręcz ciepły. Sigur Ros gra na emocjach, przynajmniej moich. Ich utwory uwalniają pewne skojarzenia i nieważne w jakim języku śpiewają (na tym albumie ostatnio utwór jest po angielsku All Alright), bo to tylko swojego rodzaju nośnik. Bez względu na to jaki wybiorą, efekt jest ten sam. Tak też jest i tym razem.

Z brzęczeniem w uszach gramy bez końca, mniej więcej tak można przetłumaczyć tytuł tego albumu. I grają bez końca, przynajmniej w moim pokoju. Zakupiona przed kilkoma dniami płyta wciąż się kręci. Ciągle potrafię w niej odnaleźć coś nowego, coś dla siebie czego wcześniej nie zauważyłam. Rewelacja. Nie żałuję w żaden sposób wydanych pieniędzy, warto było. Dodam, że od tego albumu rozpoczynam kupowanie oryginalnych płyt swoich ulubionych wykonawców. Zgodnie z zasadą, że przyjaciół nie powinno się okradać.

Koncert – jedyna chwila.

Posted in Muzyka on Czerwiec 4, 2008 by metzli

28.05.2008, godzina 21:00, 60 tys. ludzi na stadionie śląskim, powoli gasną światła… chwilę później wybuchają emocje. Z całym ich natężeniem, które można spotkać tylko na takich imprezach. Mowa oczywiście o koncercie Metallici, chłopaki po raz kolejny zawitali do Polski, ale mi udało się być na ich koncercie dopiero teraz, po raz pierwszy. I pomimo tego, że moja wielka fascynacja tym zespołem minęła już jakiś czas temu, to jednak dobrze było w końcu pojawić się na koncercie grupy, na muzyce której człowiek wyrósł. Grali ostro i miażdżąco do godziny 23:00, taki koncert na długi czas pozostanie w pamięci.

Miało jednak być nie tylko o Metallice, chociaż stała się pretekstem, żeby o pewnej sprawie napisać odrobinkę szerzej – mianowicie o takim cudownym zjawisku jak koncerty. W zasadzie są to jedyne typy imprez, gdzie zawsze są duże tłumy, a które mimo wszystko toleruję. Czy lepiej byłoby powiedzieć, na których wyśmienicie się bawię. Dobry koncert to pewien fenomen, wycinek tej jedynej chwili, której nie da się opisać – to po prostu należy przeżyć. Kiedy otaczają cię ludzie, którzy przyszli tu w tym samym celu co ty, ich emocje, uczucia są w tym momencie tożsame z twoimi – wszystko to sprawia, że wytwarza się jedyne w swoim rodzaju poczucie wspólnoty. Atmosfera przed, oczekiwanie kiedy wyjdą w końcu ci najbardziej oczekiwani, później… szaleństwo. Można się wyszaleć, wykrzyczeć, przy okazji zostać ładnie zdeptanym czy zarobić od kogoś łokciem po żebrach. Gdy koncert się kończy, wychodzisz z niego zmęczony, a jednak mimo wszystko szczęśliwy. Bo chociaż na te 2 godziny mogłeś oderwać się od świata, który cię otacza, problemów z którymi na co dzień musisz dawać sobie radę. Otrzymujesz potrzebne wytchnienie, oczywiście jeśli odpowiednio się zaangażujesz, oddasz coś z siebie. Śmieszne? Nie, jeśli dokładnie wiesz o czym mowa.

4-6.07, Gdynia, festiwal Heineken opener – 3 noce dobrej muzyki. Mam zamiar zapomnieć tam o bożym świecie i żyć tylko tymi chwilami gdy ze sceny będą płynąć wspaniałe dźwięki. Zatracić się w nich. Jednym słowem zapowiada się bardzo dobra zabawa. Czasem dobrze odizolować się od świata.