Metallica „Death Magnetic”

Zespół, którego staż wynosi więcej niż dziesięć lat, ma jednak ciężki żywot. Kilka(naście) wydanych płyt, odbytych mnóstwo tras koncertowych, narosła rzesza fanów czy wręcz fanatyków. Nieciekawa sprawa, bo w którą stronę by się nie poszło zawsze będzie źle. Spróbować czegoś nowego, to niepotrzebne udziwnianie, nagrać płytę w starym duchu – odgrzebywanie starych trupów. Za każdym razem jakieś „ale”.

Od 1981 roku zdążył upłynąć już dobry kawałek czasu, nie będzie przesadą stwierdzenie, że na muzyce tego zespołu wychowało się dobrych parę pokoleń. Zresztą świetnie widać ten przekrój wiekowy na ich koncertach, od gimnazjalnych małolatów do ludzi w wieku podobnym do członków zespołu. 

Death Magnetic to płyta powstała przez wsłuchanie się w przeszłość. Od kawałków najbardziej oczywistych, gdzie analogii nie da się nie zauważyć, jak The day that never comes czy Unforgiven III do tych mniej narzucających się. W całej płycie słychać pobrzmiewanie tych starszych albumów. To nie jest jednak to samo, nie może być. Nie po tylu latach, kiedy czasami trudno uporać się ze swoją własną legendą. Czy taki stan to efekt zmiany producenta, na Ricka Rubina? Możliwe.

Zbulwersowanie, to doskonały opis reakcji niektórych na tą płytę. Nie należę do nich, chociaż jeśli chodzi o słuchaną muzykę to wiele się zmieniło od czasu kiedy z głośników leciała tylko i wyłącznie Metallica. Co nie zmienia faktu, że od czasu do czasu lubię sobie puścić którąś z ich płyt. Czasami zdarzy się, że będzie to również Death Magnetic.

 

 

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: