Andrzej Stasiuk „Fado”

Europa Środkowa to trudny do zdefiniowania obszar. Wymowa tego pojęcia zmieniała się przez kolejne lata, od momentu kiedy pierwszy raz użyto tego terminu w XIX wieku. Obecnie oznacza on już coś zupełnie odmiennego. Nader często używa się terminu Europa Środkowo-Wschodnia, dzięki temu można mieć poczucie, że użyte sformułowanie jest na tyle niejednoznaczne i szerokie, aby swoim zasięgiem objąć każdy kraj, który mógłby do niego przynależeć. Brzeziński stał na stanowisku, że Europę Środkową powinno się rozumieć w sposób geopolityczny, a nie geograficzny. Europa Środkowa jest dziś pojęciem zrozumiałym chyba tylko dla meteorologów – stwierdził Josef Kroutvor. Cały ten bałagan pojęciowy jest treścią książki Andrzeja Stasiuka Fado.

Lektura tej książki była dla mnie dość ciekawym doświadczeniem. Chociaż żyję w tej części Europy, która zwana jest Środkową, do tej pory nie zastanawiałam się co oznacza. A raczej wystarczały mi ogólniki jakimi zwykło się operować w prasie. Opisywana w Fado Rumunia czy Albania jawi się jako kraj równie egzotyczny i daleki, jak jakiś bezimienny kraj w Afryce. Może jeszcze bliska jest nam Czarnogóra jako miejsce gdzie można spędzić wakacje, ze względu na niskie ceny i dobrą pogodę. Szczególnie od momentu kiedy w Chorwacji ceny zaczęły powoli rosnąć.

W pamięci utkwil mi fragment, kiedy Stasiuk opisuje małą wieś w Transylwanii, Rasinarii, w Południowych Karpatach. Z pewną czułością opisuje koniec dnia, kiedy o zmierzchu środkiem drogi do swoich zagród wracały zwierzęta – bawoły, krowy, kozy. Zwierzęce wchodziło w środek ludzkiego i to było w porządku, ponieważ w sposób naturalny i codzienny przywoływało pamięć o naszych początkach. A ja nie mogę się pozbyć myśli jaki smród musiały dawać te wszystkie fekalia pozostawione przez to rozbrykane stadko. Czy było sprzątane? Niewiadomo, jeśli nie strach pomyśleć o fetorze, który musiał się unosić następnego dnia. Podobne skojarzenie miałam przy okazji wspominania o Cyganach. Kiedy autor raz za razem do nich powraca, mówiąc o niezmienionym trybie ich życia i pewnym nieprzystosowaniu do obecnych realiów. A mi od razu przychodzi na myśl pewna rodzina, która czasami wybiera ten sam tramwaj, którym ja wracam z pracy. Włączone mp3 tłumi ich krzyki, jednak nic nie może stłumić odoru, który wydobywa się z ich niemytych ciał. I tak chcąc, nie chcąc trzeba dzielić z nimi podróż, aż do końcowego przystanku. A przy opisywaniu małych, zapadłych wsi w południowo-wschodniej Polsce, czuje się jakby była to kraina równie mało mi znana jak wcześniejsza Albania. 

Fado to króciutka książeczka, zawierająca kilkanaście fragmentów z podróży i wspomnień autora, który czuje się bardzo związany z obszarem, który opisuje. Największy tego wyraz daje w Parodii jako sposób przetrwania kontynentu. Rozumiem co chce w tym miejsciu powiedzieć, jednak ciągle trudno mi uznać te przemyślenia za swoje własne. A może Stasiuk ma rację, że gdzieś w momencie naśladowania Zachodu, która wychodzi zawsze jak jakaś karykatura, gubi się gdzieś własne korzenie i tożsamość. 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: