Peter Watts „Ślepowidzenie”

Wydawnictwo Mag, już od jakiegoś czasu rozpoczęło zabawę z serią Uczta wyobraźni, zaczęło się od Welinu Hala Duncana. Po lekturze tej książki, postanowiłam przyłączyć się do tej zabawy. Z wydanych na razie sześciu książek, przeczytałam dotychczas pięć, i jak do tej pory na żadnej się nie zawiodłam. Wydawnictwu należą się słowa największego uznania, bo nie dość, że szata graficzna (czytaj okładki) cieszy oko, to książki wydawane są na ładnym papierze i do tego zawsze z interesującą zawartością. Prawdziwa uczta wyobraźni. Tak też było z ostatnią książką wydaną w Uczcie Ślepowidzeniem Petera Wattsa.

Jak do tej pory, pierwsza czysta gatunkowo książka w tej serii. Poprzednie ciężko było zakwalifikować, chyba żeby wrzucić wszystko do pojemnego wora New Weird, faktem jest jednak, że stare szufladki nie bardzo pasowały do takich książek jak Welin czy Wieki światła. To w przypadku Ślepowidzenia możemy śmiało wysunąć jedną z szufladek i tam umieścić tą książkę – hard science fiction. Nie umniejsza to jednak w żaden sposób wartości tej książki, powiedziałabym więcej – w sytuacji kiedy większość autorów ucieka w mieszanie stylów, tworzenia pewnego misz-maszu, tacy autorzy, którzy ze starych schematów potrafią wyciągnąć coś nowego, zasługują na największe pochwały.

Taka sztuka udała się właśnie Wattsowi. Podejmuje temat, który wydawałoby się był już wystarczająco wyeksploatowany, ugryziony na wszystkie możliwe sposoby, przeżuty, przetrawiony i wypluty – sprawa rozbija się o pierwszy kontakt ludzi z obcą cywilizacją. Jak się okazało to tylko złudzenie, Peter Watts pokazuje, że można napisać na ten temat coś nowego, dochodząc przy tym do ciekawych wniosków na temat samego człowieka. Bo i książka nie skupia się na obcych, tylko na człowieku. Mówiąc „obcy” mam tu na myśli obcą cywilizację. Przyszły świat, który roztacza przed nami autor to świat samych obcych sobie ludzi: nie ma więzi rodzinnych, stałych związków (mało kto praktykuje tzw. pierwszoosobowy seks), żadnych stałych więzi emocjonalnych, na których człowiek mógłby się oprzeć. Tych więzi tak ważnych, które dzisiaj (jeszcze!) znamy. Można powiedzieć, że mamy dwa poziomy tej obcości: w kontaktach między samymi ludźmi oraz z obcą ludzkości cywilizacją. Przy tej całej otoczce, postać Chelsea, jedynej przedstawianej „staroświeckiej” osoby w książce, tak różniącej się od reszty społeczeństwa, że aż dziwacznej. Sceny z jej udziałem pokazują jak obcy stali się sobie ludzie.

Watts w swojej książce pokazuje, że fantastyka naukowa wcale nie wyczerpała swojego źródła. W Ślepowidzeniu bardzo duży nacisk położony jest na ten drugi człon, pełno tam naukowości, ale z drugiej strony taka pozycja coś by straciła na swojej wartości gdyby zabrakło tego elementu. Jeśli natomiast taki laik jak, który od przedmiotów ścisłych zawsze trzymał się w bezpiecznej odległości, jest w stanie taką książkę zrozumieć, a nawet więcej, potrafi mu się ona niezmiernie spodobać – to znak, że naukowość nie musi odstręczać czy nudzić. Co więcej, może stać się niezmiernie interesująca. Tym bardziej, że jak później wykazuje sam autor w dodatkowych kilku stronach, wszystkie użyte pomysły mają mocne zakotwiczenie w nauce. Mnie osobiście zadziwiła objętość bibliografii, którą podaje – 144 pozycje. Robi wrażenie.

Ślepowidzenie zmusza do myślenia, to jest jedna z tych książek, które nie są tylko pustą rozrywką. Nie mam nic do zarzucenia takim, które tylko to sobą prezentują – takie też są potrzebne. Ale dobrze jest czasami sięgnąć po coś ambitniejszego, co daje wyzwanie zaprzęgnięcia swoich szarych komórek do pracy. A jest się nad czym zastanawiać. Watts stawia przed czytelnikiem pewne problemy, żeby przez całą lekturą doprowadzić go do ciekawych wniosków. Nie są one miłe, ani optymistyczne. Intelekt, wolna wola, świadomość, samoświadomość, człowiek jako ukoronowanie działań ewolucyjnych? Nic bardziej błędnego, za bardzo zapatrzyliśmy się w uwielbiane sformułowanie homo sapiens. Watts swoją książką pokazuje, że jest mocno przereklamowane.

Rzadko mi się zdarza, żebym nie miała czegoś książce do zarzucenia. Ideał, jak się okazało, czasami można osiągnąć. Największe noty w każdej skali, szczerze zachęcam do sięgnięcia po tą pozycję. Omijając ją można wiele stracić.

Reklamy

Komentarze 3 to “Peter Watts „Ślepowidzenie””

  1. […] stylu tego o Hyperionie Dana Simmonsa. Poszukujących recenzji odsyłam na Katederę, do MadMilla, Metzli lub […]

  2. […] stylu tego o Hyperionie Dana Simmonsa. Poszukujących recenzji odsyłam na Katederę, do MadMilla, Metzli lub […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: