Ray Bradbury „451′ Fahrenheita”

Kolejna z książek wydana przez wydawnictwo Solaris w serii wznowień klasyków literatury science fiction. Bardzo dobra to praktyka i o ile książki takie potrafię kosztować nieco więcej niż zwykle, co niektórych może zniechęcać, to dzięki temu możemy dostać książkę w nowym, ładnym wydaniu. I co najważniejsze nie tracić czasu na bieganie po antykwariatach czy szukanie na serwisach typu allegro.

451′ Fahrenheita jest antyutopią, wcześniej, szczególnie w Polsce mogła być odbierana jako książka pisana przeciwko komunizmowi, czy też szerzej przeciwko jakiemukolwiek totalitaryzmowi, który zniewala pojedynczą jednostkę. Inaczej się ją odbierało pięćdziesiąt lat temu a inny odbiór może być zauważany teraz. Posunę się nawet do stwierdzenia, że obecnie ta książka jest o wiele bardziej aktualna. Poruszana w niej wizja świata może obecnie być bliższą niż była w dniu pierwszego wydania, blisko pięćdziesiąt pięć lat temu.

Tytułowe 451′ Fahrenheita to temperatura zapłonu… papieru. Świat, który roztacza przed czytelnikiem Bradbury jest światem, który zostawił gdzieś za sobą swoją kulturę i całą przeszłość. Książki są palone, stworzono do tego odpowiednią sekcję Strażaków, którzy zamiast gasić pożary je wzniecają. Za posiadania w domu choćby małego szczątka zapisanego papieru grozi aresztowanie a nie często nawet spłonięcie razem z całym swoim dobytkiem. Pozostałe media służą jedynie rozrywce czy raczej ogłupianiu, tak aby człowiek nie musiał, nie chciał myśleć samodzielnie.

Tak się składa, że przeczytanie tej książki zbiegło się w czasie z dotarciem przeze mnie do artykułu zamieszczonego w świątecznej GW, autorstwa pani Barbary Skargi „Wiedza najszczytniejsza”. Cały tekst traktował o humanistyce wobec współczesnej cywilizacji – gdzie wszystko musi być coraz częściej modernizowane i stechnicyzowane, a jeśli nie da się pewnych nauk przekłuć od razu w konkretny rezultat są one traktowane jako gorsze czy nieprzydatne. Pozwolę sobie tutaj zacytować dłuższy fragment tego artykułu: Nie chcę używać kasandrycznego tonu, ale zbyt wiele faktów przemawia za tym, że ten stechnicyzowany świat nastawiony na konsumpcję i służącą jej modernizację, negliżując humanistyczne wartości i humanistyczną wiedzę, która wartości te rozwija i pielęgnuje, doprowadzi, co już widać, do zacieśnienie horyzontów, skupienia się na wąskich interesach, a przede wszystkim do zubożenia języka, uniformizacji gustów na niskim poziome, standaryzacji wyobrażeń itd., itd. Idziemy prostą drogą do takich czasów, w których najnowocześniejsza poligrafia będzie służyła powielaniu komiksów, wideo i telewizja – do oglądania głupich filmów i pornografii, prasa i internet – do rzucania wymyślnych inwektyw na politycznych przeciwników (…).

Te dwa teksty, chociaż przecież powstały zupełnie niezależnie od siebie w jakiś sposób ze sobą korespondują – oba dotykają mniej więcej tego samego problemu. Każdy z trochę innej perspektywy, ale nie jest moim celem żeby teraz je oba porównywać. Przez czysty przypadek przeczytałam oba w mniej więcej tym samym czasie. Nie chcę również tutaj silić się na podsumowywanie naszej cywilizacji, jaką ona jest w dniu dzisiejszym – nie mam takich ambicji ani wiedzy żeby to robić. Kiedy powstała telewizja głoszona szybki schyłek radia i chyba przede wszystkim książek. Nic takiego nie nastąpiło, ale może jest to proces, który wymaga więcej czasu? Fakt, że tych czytających jest coraz mniej i możliwe, że kiedyś nastąpi taki dzień kiedy książki będzie można oglądać jedynie w muzeum. Nie chcę też wpadać tutaj w moralizatorski ton czy stawiać się na jakieś uprzywilejowanej pozycji tylko dlatego, że czytam więcej niż by to wskazywała przeciętna obywatela. Mogę tylko polecić 451′ Fahrenheita, książki, która wytrzymała próbę czasu. A zawarte przez autora pytanie w fabule nie przestają być do dzisiaj aktualne lub to dopiero dzisiaj stają się takie naprawdę. Wcześniej można to było potraktować jako prawdziwą wizję science fiction, przy postępującym stanie rzeczy dla niektórych może stać się niedaleką przyszłością. Takie apokaliptyczne wizje już nie wstrząsają, wielokrotnie już można było z nimi mieć styczność. Mimo wszystko po pozycję warto sięgnąć, choćby żeby przyjrzeć się jak konsekwencje odrzucenia dorobku kulturalnego stawia Bradbury.

Reklamy

Komentarze 3 to “Ray Bradbury „451′ Fahrenheita””

  1. Wszyscy ostatnio (tzn. ty, Mad i Tig) zachwycacie się tą książką, że lękam się momentu aż wpadnie mi w ręce. Tak jak z Eriksonem było, wszyscy zachwalali a ja długo się wstrzymywałem z lekturą. 😉

  2. Tej książce wbrew pozorom można trochę zarzucić, ale mimo wszystko pozostaje ciekawą pozycją, po którą warto sięgnąć. Na dzień dzisiejszy zyskująca nowy wydźwięk, to chyba jej główna zaleta.

  3. I czyta się ją jednym tchem. Po prostu się siada jednego dnia i tego samego się tą książkę kończy. 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: