Wojciech Kuczok “Widmokrąg”

Posted in Literatura tagi , , on sierpień 24, 2008 by metzli

Nie jest sprawą łatwą pisać o miłości. Z pewnością przekonał się o tym każdy kto choć raz próbował poruszyć ten temat. Miłość może mieć wiele wymiarów – i ciekawe, że w języku polskim taką wielość uczuć określa się tylko jednym słowem. Temat o który zahacza Kuczok nierozerwalnie wiąże się z seksualnością i brawa dla autora, że nie starał się od tego aspektu uciekać. Trudno jest pisać o miłości między dwojgiem młodych ludzi, nie wspominając o ładunku erotycznym jaki między nimi musi się wyzwalać. Pominąć go – to sztuczność, opisać w taki sposób, aby nie wyszedł z tego wulgaryzm, jest pewnego rodzaju sztuką. Ale Kuczok nie zajmuje się tylko tym wymiarem miłości, w tych paru krótkich opowiadań można odnaleźć jej dość szerokie spektrum.

Czytaj dalej »

Prowincjonalizm

Posted in Subiektywnym okiem on sierpień 24, 2008 by metzli

W zeszłym tygodniu,  Wysokie obcasy w całości poświęcone były Chinom (jak zwykle znalazły się tam ciekawe reportaże). Rzecz zupełnie zrozumiała, biorąc pod uwagę wydarzenie sportowe mające miejsce w Pekinie, najlepszy moment żeby pochylić się nad tym krajem i w jakiś sposób starać się go zrozumieć. Lektura tego numeru wykazała mi jak niewiele wiem o państwie środka. Wyłączając obiegowe informacje, którymi posługuje się chyba każdy, żeby pokazać, że jednak trochę zna się na temacie. Oparte głównie na stereotypach, niekoniecznie zgodne z prawdą. Tak też się złożyło, że mniej więcej w tym samym czasie sięgnęłam po Morze utraconych opowiadań Marqueza. Nie da się czytać twórczości jakiegoś pisarza nie biorąc pod uwagę kontekstu kulturowego w jakim pisał. Zadałam sobie pytanie, co ja właściwie wiem o Ameryce Łacińskiej.  Wyszło mi, że praktycznie nic. I ostatni gwóźdź programu – jakiś czas temu skończyłam Heban Kapuścińskiego. Dzięki tej książce mogłam odkryć Afrykę, nieco poznać jej specyfikę i przekonać się, że moje wyobrażenia o tym kontynencie były delikatnie mówiąc płytkie.

Tych kilka przykładów, zaprowadziło mnie właśnie do tytułu tego wpisu. Żyjemy w głębokiej ignorancji, takim ogólnoświatowym prowincjonalizmie – mimo łatwości przekazywania informacji, faktu, że odległość nie stanowi dzisiaj najmniejszego problemu. Jeśli tylko chcieć wyjść poza znajomy krąg kulturowy, zaraz objawia się nasza ignorancja. Taką sytuację można przyrównać do jakiejś zabitej dechami wiochy, której mieszkańcy nie wiedzą nic o świecie poza swoją małą miejscowością i w zasadzie mało ich to obchodzi. Każda próba wyjścia poza to co już poznane, jest okraszona trudem przecierania nowych ścieżek na nieznanym terenie.

W najnowszym wydaniu Wysokich obcasów są tym razem teksty o Indiach, a na półce czeka książka pisarza pochodzącego z Turcji, Orhana Pamuka Nazywam się czerwień o XVI-wiecznym Stambule. Nieznane, nowe ścieżki.

Scott Lynch “Na szkarłatnych morzach”

Posted in Literatura tagi , on sierpień 19, 2008 by metzli

Drugi tom cyklu o przygodach Niecnych Dżentelmenów ukazał się nakładem wydawnictwa Mag w kwietniu tego roku. Pierwsza część, rozpoczynająca tą serię, Kłamstwa Locke’a Lamory zebrała bardzo dobre recenzje, pozostaje jedynie pozazdrościć autorowi tak udanego debiutu. W momencie pojawienia się kolejnego tomu od razu rodzi się pytanie czy kontynuacja spełniła oczekiwania i rosnące apetyty czytelników? Kłamstwa Locke’a Lamory były swego rodzaju nowością, chociaż książka bazowała na sprawdzonych motywach. Kiedy przysiadamy do lektury Na szkarłatnych morzach, wiemy już mniej więcej czego możemy się spodziewać. I jeśli nastawimy się na dobrą rozrywkę na pewno nie poczujemy się zawiedzeni. Bo w taki też sposób, na książki Lyncha trzeba patrzeć i tak je traktować – jako rozrywkę. Miła odmiana jeśli wcześniej miało się do czynienia z tzw. cięższymi pozycjami. Książka idealna na podróż, łatwa i przyjemna. Trochę pokaźna jeśli chodzi o objętość, może się wydawać małą cegiełką, ale czyta się ja bardzo szybko. Scott Lynch ma bardzo lekki styl, czytelnik wręcz leci przez kolejne strony i zanim się spostrzeże ma za sobą już kilkanaście rozdziałów.

Niechaj wiedzie się złodziejom – to przykazanie Występnego Wartownika, usłyszał kiedyś mały Locke Lamora, z ust swojego mentora, Łańcucha. W okrojonym składzie, razem ze swoim przyjacielem Jeanem, stara się, kolejny raz, wypełnić je jak najlepiej. Planując kolejne, wielkie przekręty, tkając sieć kłamstw, która z wraz rozwojem fabuły robi się coraz bardziej poplątana. Z łatwością jaką nabierają kolejne wysoko postawione osoby może niekiedy budzić sprzeciw u czytelnika. Ale chyba właśnie po to kupiło się tą książkę – aby przeczytać jak dwójka błyskotliwych złodziei, w ubrankach arystokratów nabiera i pozbawia pieniędzy tą grupę ludzi przekonanych o własnej nietykalności. Z przyjemnością można popatrzeć jak grunt ucieka im spod nóg.

Recenzję z prawdziwego zdarzenia z wykazaniem plusów i niedociągnięć można przeczytać na katedrze . Ja jedynie ograniczę się do stwierdzenia, że Lynch podał czytelnikom, może znane danie, ale mimo wszystko ciągle smaczne. Jedynie momentami brakowało bardziej zaznaczających się przypraw. Jeśli o mnie chodzi, odeszłam od stołu z wrażeniem, że ta potrawa nadal mi smakuje.

Polska prasa

Posted in Subiektywnym okiem tagi , , on sierpień 12, 2008 by metzli

Przy okazji konfliktu w Gruzji, moja irytacja prezentowanym poziomem prasy w Polsce zwiększa się coraz bardziej, niedługo osiągnie prawdziwe apogeum. Dzisiaj kolejny raz sięgnęłam po zagraniczne odpowiedniki (padło tym razem na Guardiana) i wszystko wskazuje na to, że taka sytuacja będzie miała miejsce coraz częściej. Denerwujący jest ten brak profesjonalizmu u naszych dziennikarzy. Prosty przykład – relacje z ostatnich zdarzeń w Gruzji. Czytając artykuły w polskiej prasie znajdziemy mnóstwo quasi-relacji. Co przez to rozumiem? Podawanie  bieżących wydarzeń, opatrzonych jednak odpowiednim komentarzem. Bardziej lub mniej zakamuflowanym. Niekiedy już sam tytuł krzyczy do nas w jaki sposób mamy daną sprawę interpretować. Żebyśmy tylko przypadkiem nie spróbowali myśleć samodzielnie, jeszcze zejdziemy na złą drogę. Zupełnie inaczej niż ma to miejsce w prasie zagranicznej. Relacja ma być relacją, a czytelnik ma się poczuć jak jeden z obserwatorów – otrzymać suche fakty. A autor nie ma prawa wkładać tam swoich sugestii czy przemycać własnych poglądów. Lubię kiedy mnie, jako czytelnika, traktuje się poważnie. Na podstawie podanych informacji jestem w stanie sama wyrobić sobie zdanie na dany temat. Na subiektywne komentarze i analizy jest osobne miejsce. Nie życzę sobie czytać komentarzy udających poważne relacje. Jasna sprawa, że obok takich znajdują się już te odpowiednie komentarze. Droga przez mękę.

Niech żyje znajomość angielskiego, bez niego człowiek w ogóle przestałby czytać jakąkolwiek prasę.

Muzyczne festiwale

Posted in Muzyka tagi , , on sierpień 11, 2008 by metzli

Jest to specyficzny typ imprezy muzycznej – za stosunkowo niską cenę można obejrzeć co najmniej kilkanaście dobrych zespołów. Posłuchać swoich ulubieńców, a przy okazji zapoznać się z czymś z zupełnie dla nas nowym. Oczywiście, artyści mają wtedy określony czas występu i rzadko mogą pozwolić sobie na dłuższe bisy – zupełnie inaczej niż gdyby miało to miejsce na oddzielnym koncercie. Festiwale rządzą się jednak swoimi prawami, co w ogólnym rozrachunku wychodzi na plus, przynajmniej w mojej opinii. Ostatnia rzecz o której warto wspomnieć odnośnie takich wydarzeń kulturalnych, to specyficzny klimat. Zupełnie inny od tego, który możemy poczuć na koncercie konkretnego wykonawcy.

Czytaj dalej »

Gorący Kaukaz

Posted in Polityka tagi , on sierpień 10, 2008 by metzli

Teren, który nigdy nie zaliczał się do spokojnych i taki pozostał do dzisiaj. Od czwartku na nowo rozgorzały stare konflikty – tym razem między Gruzją a jej separatystycznymi republikami. Po okresie wzajemnych poszturchiwań i sondowania na ile można sobie jeszcze pozwolić, konflikt rozgorzał, tym razem wydaje się, że na dobre. Praktycznie rzecz biorąc można już w tym momencie mówić o wojnie – między Gruzją a Rosją, a pionkami są Południowa Osetia oraz Abchazja.

Wcześniejsze wydarzenia w tym regionie, nadały całej sprawie nowy wymiar. Ogłoszenie niepodległości przez Kosowo i uznanie tego faktu przez większość zachodnich państw, ośmieliły Południową Osetię i Abchazję do takich samych działań. Jednocześnie otwarcie drogi przed Gruzją w kwestii przyjęcia jej do NATO, wzbudziło sprzeciw Rosji. Patrząc na ten konflikt, można odnieść wrażenie, że przenieśliśmy się w czasy zimnej wojny, kiedy główna stawka była rozgrywana między dwa duże bloki, przy użyciu pomniejszych aktorów.

Pierwszym odruchem przy czytaniu tego typu wydarzeń, jest pytanie: kto zaczął? Ciężko jest udzielić na nie odpowiedź, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że konflikt ciągnie się od czasu rozpadu ZSRR. Napięcie narastało w ostatnich miesiącach już od dawna, ciągłe polityczne przepychanki i awantury o samoloty, ale kropkę nad “i” postawiła w tym momencie Gruzja. W ramach, jak to górnolotnie określiły gruzińskie władze, przywracania konstytucyjnego porządku, wojsko Gruzji wkroczyło do stolicy Osetii, Cchinwali. Krok dosyć nierozważny, który tylko umożliwił Rosji odpowiednią reakcję. Fakt, że atak nastąpił akurat w momencie rozpoczęcia olimpiady w Pekinie niczego tutaj nie zmienia. Jeśli nawet rosyjskie władze były zaskoczone tym incydentem, szybko już to nadrobiły.

Rosja nie zostawi Osetii, której separatyzm przez cały czas tak popierała. Gruzja również się nie wycofa, będąc w szponach własnej opinii publicznej. Drogi do rozwiązania? Mediacja na tym polu będzie sprawą niełatwą. I jednocześnie dobrym sprawdzianem dla państw UE, jak poradzą sobie z konfliktem w progu jej domu. Oby nie okazało się kolejny już raz, że w takich sytuacjach państwa europejskie są zupełnie bezsilne.

Na koniec mała dygresja o serwisach informacyjnych – chcąc zapoznać się z całą sprawą, weszłam na tvn24 Po dwudniowej nieobecności i nieśledzeniu tych wydarzeń trochę czasu mi zabrało, żeby dojść do informacji, że to Gruzja pierwsza przeprowadziła atak militarny. Celowe manipulowanie w podawaniu informacji? W takich momentach dobrze jest w korzystać z innych źródeł. Najlepiej jeśli będą to źródła zagranicznej prasy. Raz że wydają mi się o wiele bardziej obiektywne, dwa, że można z nich wyciągnąć o wiele więcej informacji. Przy okazji ćwicząc obcy język.

Peter Watts “Ślepowidzenie”

Posted in Literatura tagi , , on sierpień 7, 2008 by metzli

Wydawnictwo Mag, już od jakiegoś czasu rozpoczęło zabawę z serią Uczta wyobraźni, zaczęło się od Welinu Hala Duncana. Po lekturze tej książki, postanowiłam przyłączyć się do tej zabawy. Z wydanych na razie sześciu książek, przeczytałam dotychczas pięć, i jak do tej pory na żadnej się nie zawiodłam. Wydawnictwu należą się słowa największego uznania, bo nie dość, że szata graficzna (czytaj okładki) cieszy oko, to książki wydawane są na ładnym papierze i do tego zawsze z interesującą zawartością. Prawdziwa uczta wyobraźni. Tak też było z ostatnią książką wydaną w Uczcie Ślepowidzeniem Petera Wattsa.

Jak do tej pory, pierwsza czysta gatunkowo książka w tej serii. Poprzednie ciężko było zakwalifikować, chyba żeby wrzucić wszystko do pojemnego wora New Weird, faktem jest jednak, że stare szufladki nie bardzo pasowały do takich książek jak Welin czy Wieki światła. To w przypadku Ślepowidzenia możemy śmiało wysunąć jedną z szufladek i tam umieścić tą książkę – hard science fiction. Nie umniejsza to jednak w żaden sposób wartości tej książki, powiedziałabym więcej – w sytuacji kiedy większość autorów ucieka w mieszanie stylów, tworzenia pewnego misz-maszu, tacy autorzy, którzy ze starych schematów potrafią wyciągnąć coś nowego, zasługują na największe pochwały.

Czytaj dalej »

Własne życie bloga

Posted in Ogłoszenia on lipiec 30, 2008 by metzli

W kwestii moich własnych refleksji o tym co tutaj ostatnio wyczyniam. Przypomniało mi się jaką miałam ogólną wizję w momencie zakładania bloga – będzie dotykał spraw polityczno-społecznych, może co jakiś czas pojawi się na nim recenzja. Teraz widać, że to co miała być tylko tłem, stało się motywem przewodnim. Blog zaczął żyć własnym życiem, nie oglądając się na to co ja sobie wcześniej obmyśliłam. Sama jestem ciekawa w którym kierunku teraz pójdzie. Ale nie ukrywam, sprawia mi to coraz większą frajdę.

Thomas M. Disch “Obóz koncentracji”

Posted in Literatura tagi , on lipiec 30, 2008 by metzli

Chyba każdemu osobnikowi płci męskiej, gdy osiągnął już odpowiedni wiek zdarzyło się unikać w ten czy inny sposób służby wojskowej, z różnym skutkiem. W podobnej sytuacji znalazł się też główny bohater, Sacchetti. Jego położenie jest jednak o wiele bardziej poważne, Ameryka prowadzi wojnę, a odmowa przysłużenia się ojczyźnie jest karane więzieniem. Tam też trafia Sacchetti, żeby później zostać przeniesionym w inne miejsce, gdzie ludzie poddawani ściśle tajnemu eksperymentowi – dzięki któremu pod koniec swojego życia osiągają szczyty geniuszu ludzkiego, Sacchetti ma pełnić tam rolę obserwatora i wszystko zapisywać w swoim dzienniku.

Są książki, które zachwycają nas samym swoim początkowym pomysłem. Czytamy parę słów o takiej pozycji i od razu w naszej głowie pojawia się myśl: po tą książkę naprawdę warto sięgnąć. Obóz koncentracji zalicza się właśnie do takich. Zaciekawienie pomysłem autora, rosnące oczekiwania a później rozczarowanie.

Pierwsza sprawa to fakt, że już wielokrotnie można było się zetknąć ze scenariuszem przeprowadzania tajnych czy półlegalnych eksperymentów na ludziach. Z pominięciem etyki czy godności ludzkiej, a wszystko w imię rozwoju nauki. Pod tym względem nie jest to nowością, chociaż może w chwili wydania książki, 1968 rok, pomysł wydawał się o wiele świeższy, przez co bardziej interesujący. Dla mnie książka po pewnym etapie stawała się zwyczajnie nudna, a czytało się do końca tylko z ciekawości w jaki sposób cała sprawa zostanie zamknięta. A samo zakończenie jest, co tu dużo mówić, rozczarowujące. Coś co miało być w zamyśle nieoczekiwanym zwrotem akcji powoduje tylko pewien niesmak u czytelnika.

Czy książkę w takim razie należy omijać szerokim łukiem? Odpowiedź na to pytanie już nie jest taka prosta, bo mimo ewidentnych wad czy cech, które zniechęcają podczas lektury ma ona w sobie pewne elementy przyciągające. Disch ma bardzo sugestywny styl, czy to przez wykorzystaną formą – cała książka od początku do końca ma postać dziennika – od pierwszych stron jesteśmy wessani w ten zamknięty świat, w który został wciągnięty Sacchetti. Im dalej tym sytuacja wygląda coraz gorzej, kiedy wszystkie puzzle układanki zaczynają pasować co tylko pogarsza całą sprawę, powoli w coraz większym stopniu jesteśmy wciągani w ten nastrój beznadziei i chłodnej rozpaczy. Autor stawia w swojej powieści pytanie o miejsce geniuszu w życiu społecznym, podaje przykłady kiedy wielkie umysły nie potrafiły znaleźć się w normalnym życiu przeciętnego człowieka. Czy geniusz jest wytworem szaleństwa, niespodziewanym zjawiskiem i z punku widzenia całej zbiorowości tak naprawdę niepożądanym? Na pewno ma swoją cenę, co do przejaskrawienie pokazał w swojej książce Disch. Sam tytuł jest istotną grą słów, wiele osób, które brały do ręki tą książkę, w pierwszej chwili czytały Obóz koncentracyjny – co do charakteru obozu Archimedes nie odbiega zbyt daleko od prawdy.

Teraz wyszło na jaw, jak trudno mi wystawić ocenę końcową tej książce. Żadne warto sięgnąć czy omijać jak najdalej nie wydają się tutaj odpowiednie, czyli do końca zgodne z moimi odczuciami po lekturze. Gdybym miała wystawić ocenę w punktach w skali od 1 do 10 miałabym spory problem. Dobrze, że jestem na własnym blogu i choćby w najmniejszym stopniu zobligowana do takich ocen.

Sigur Ros “Med Sud I Eyrum Vid Spilum Endalaust”

Posted in Muzyka tagi on lipiec 26, 2008 by metzli

Następna w kolejności recenzja, tym razem nie książki, ale muzycznego albumu. Chociaż nie jestem do końca przekonana czy te nędzne wypociny, jakaś próba przekazania swoich wrażeń po zapoznaniu się z konkretną pozycją można nazwać recenzją. Nie jestem znawcą, ktoś będzie mógł mi zarzucić, że tego nie ujęłam i tego a na to nie zwróciłam zupełnej uwagi. Ale z drugiej strony, w końcu to mój blog i mogę do woli wypisywać tutaj swoje bzdurki.

Z zespołem zetknęłam się dwa lata temu, wstyd przyznać, że dopiero wtedy, ale wychodzę z założenie, że lepiej późno niż wcale. Zatem pierwszy kontakt dwa lata temu, podczas ówczesnej edycji openera, może trochę niekonwencjonalny sposób, sam fakt, że wówczas na ten festiwal pojechałam niejako w ciemno. Kojarząc tak naprawdę jeden występujący wtedy zespół, a nie chodziło o Sigur Ros. Ale pomimo tego, że nie znałam ich wcześniej, musiałam przyznać, że dali świetny koncert. Do dzisiaj jest co wspominać i być zadowolonym z faktu, że było się wtedy w tym konkretnym miejscu. Po powrocie do domu nadszedł czas, żeby bliżej zapoznać się z ich muzyką. A jest ona pewnym fenomenem, jak ją sklasyfikować? Post-rock, alternatywa – takie określenia można znaleźć szperając po różnych serwisach. Jednak moim zdaniem nie oddają one w żaden sposób istoty tej muzyki. Ot, po prostu wygodne szufladki, najlepiej samemu się przekonać.

Nowy album, wypuszczony 23 czerwca, jest… inny, to pierwsze skojarzenie jakie przychodzi na myśl. Inny od tego do czego przyzwyczaili swoich fanów panowie od Róży Zwycięstwa. Bardziej energiczny, zagrany jakby z większą werwą, a także o wiele bardziej optymistyczny, wręcz ciepły. Sigur Ros gra na emocjach, przynajmniej moich. Ich utwory uwalniają pewne skojarzenia i nieważne w jakim języku śpiewają (na tym albumie ostatnio utwór jest po angielsku All Alright), bo to tylko swojego rodzaju nośnik. Bez względu na to jaki wybiorą, efekt jest ten sam. Tak też jest i tym razem.

Z brzęczeniem w uszach gramy bez końca, mniej więcej tak można przetłumaczyć tytuł tego albumu. I grają bez końca, przynajmniej w moim pokoju. Zakupiona przed kilkoma dniami płyta wciąż się kręci. Ciągle potrafię w niej odnaleźć coś nowego, coś dla siebie czego wcześniej nie zauważyłam. Rewelacja. Nie żałuję w żaden sposób wydanych pieniędzy, warto było. Dodam, że od tego albumu rozpoczynam kupowanie oryginalnych płyt swoich ulubionych wykonawców. Zgodnie z zasadą, że przyjaciół nie powinno się okradać.