Kiedy sięgałam po tę książkę, miałam co do niej pewne obawy. Bałam się potraktowania problemu z bardzo europejskiego punktu widzenia, z chęcią przełożenia zachodnich wzorców na chińskie, z zarzutami o brak demokracji czy łamanie praw człowieka. Zarzuty tyle znane, co można posunąć się do stwierdzenia, oklepane – czyli nie wzruszające dzisiaj już (prawie) nikogo. Nie znaczy to, ze umniejszam te problemy czy poddaję je pod fałszywość. Prezentowane przez autora sytuacje są z pewnością prawdziwe, jednak przy ich opisie zabrakło obiektywizmu, którego pozorów Sorman nawet nie starał się zachować.
Archiwum kategorii Literatura
Guy Sorman “Rok koguta”
Posted in Literatura tagi Chiny, Sorman on październik 12, 2008 by metzliJurij Andruchowycz, Andrzej Stasiuk “Moja Europa”
Posted in Literatura tagi Europa Środkowa, Wydawnictwo Czarne on październik 7, 2008 by metzli
Kolejny raz o tej części świata, zwanej Europą Środkową. Ten temat będzie zapewne powracać wielokrotnie, na mojej półce zebrało się już kilka książek z wydawnictwa Czarne, które właśnie temu regionowi są poświęcone. Co jakiś czas czytam o Afryce, Japonii czy jak ostatnio przy Marquezie, o Ameryce Łacińskiej. Jednak są to światy zbyt odległe, w które można wniknąć raczej za pomocą przeczytanych lektur niż na bazie własnych doświadczeń. A Europa Środkowa, znajduje się tuż obok. Czy to jest ten większy obszar, za który można uznać swoje miejsce, swoją ojczyznę? Takiej w skali makro? Z pewnością poznanie tego skrawka jest o wiele bardziej realne, a wycieczka do Budapesztu, Pragi, Bratysławy czy Bukaresztu nie nastręcza aż tak dużych wysiłków. A przy odrobinie dobrych chęci można wpaść tam nawet na weekend.
Gabriel Garcia Marquez “Morze utraconych opowiadań i inne felietony”
Posted in Literatura tagi Ameryka Łacińska, Marquez, wydawnictow Muza on październik 5, 2008 by metzliW tej, pokaźnych rozmiarów cegiełce zebrano felietony z lat 1980-1984, które w owym czasie wychodziły co tydzień w kolumbijskiej gazecie El Espectador. Jak pisze we wstępie Ryszard Kapuściński: Jest to wyjątkowa książka w dorobku Garcii Marqueza. Wiernych czytelników jego prozy nie rozczaruje, a dla młodych adeptów sztuki dziennikarskiej to wspaniała szkoła dziennikarskiego warsztatu. Po lekturze mogę się tylko podpisać pod tą opinią i z czystym sumieniem polecić ją osobie ciekawej warsztatu tego pisarza.
Andrzej Stasiuk “Fado”
Posted in Literatura tagi Andrzej Stasiuk, Europa Środkowa, Wydawnictwo Czarne on wrzesień 14, 2008 by metzli
Europa Środkowa to trudny do zdefiniowania obszar. Wymowa tego pojęcia zmieniała się przez kolejne lata, od momentu kiedy pierwszy raz użyto tego terminu w XIX wieku. Obecnie oznacza on już coś zupełnie odmiennego. Nader często używa się terminu Europa Środkowo-Wschodnia, dzięki temu można mieć poczucie, że użyte sformułowanie jest na tyle niejednoznaczne i szerokie, aby swoim zasięgiem objąć każdy kraj, który mógłby do niego przynależeć. Brzeziński stał na stanowisku, że Europę Środkową powinno się rozumieć w sposób geopolityczny, a nie geograficzny. Europa Środkowa jest dziś pojęciem zrozumiałym chyba tylko dla meteorologów – stwierdził Josef Kroutvor. Cały ten bałagan pojęciowy jest treścią książki Andrzeja Stasiuka Fado.
Patrick Suskind “Pachnidło”
Posted in Literatura tagi Patrick Suskind, Świat Książki on wrzesień 11, 2008 by metzli
W osiemnastym stuleciu żył we Francji człowiek, którego spośród jakże licznych w tej epoce genialnych i odrażających postaci zaliczyć wypada do najbardziej genialnych i najbardziej odrażających. Zdanie rozpoczynające Pachnidło, bardzo dużo mówi nam o całej powieści. Cała książka utrzymana jest do końca w takm duchu, a autor już od pierwszych stron stara się przedstawić Jana Babptystę jako potwora w ludzkiej skórze. Książka doczekała się ekranizacji, film nie zyskał sobie mojej sympatii, podobnie było z powieścią. Nie ma się jednak czemu dziwić, jeśli ekranizacja była bardzo wierna w swoim przekazie w stosunku do pierwowzoru. Można posunąć się do stwierdzenia, że lektura Pachnidła to tyko strata czasu.
Wojciech Kuczok “Widmokrąg”
Posted in Literatura tagi literatura piękna, Wojciech Kuczok, wydawnictwo wab on sierpień 24, 2008 by metzli
Nie jest sprawą łatwą pisać o miłości. Z pewnością przekonał się o tym każdy kto choć raz próbował poruszyć ten temat. Miłość może mieć wiele wymiarów – i ciekawe, że w języku polskim taką wielość uczuć określa się tylko jednym słowem. Temat o który zahacza Kuczok nierozerwalnie wiąże się z seksualnością i brawa dla autora, że nie starał się od tego aspektu uciekać. Trudno jest pisać o miłości między dwojgiem młodych ludzi, nie wspominając o ładunku erotycznym jaki między nimi musi się wyzwalać. Pominąć go – to sztuczność, opisać w taki sposób, aby nie wyszedł z tego wulgaryzm, jest pewnego rodzaju sztuką. Ale Kuczok nie zajmuje się tylko tym wymiarem miłości, w tych paru krótkich opowiadań można odnaleźć jej dość szerokie spektrum.
Scott Lynch “Na szkarłatnych morzach”
Posted in Literatura tagi Fantastyka, wydawnictwo Mag on sierpień 19, 2008 by metzli
Drugi tom cyklu o przygodach Niecnych Dżentelmenów ukazał się nakładem wydawnictwa Mag w kwietniu tego roku. Pierwsza część, rozpoczynająca tą serię, Kłamstwa Locke’a Lamory zebrała bardzo dobre recenzje, pozostaje jedynie pozazdrościć autorowi tak udanego debiutu. W momencie pojawienia się kolejnego tomu od razu rodzi się pytanie czy kontynuacja spełniła oczekiwania i rosnące apetyty czytelników? Kłamstwa Locke’a Lamory były swego rodzaju nowością, chociaż książka bazowała na sprawdzonych motywach. Kiedy przysiadamy do lektury Na szkarłatnych morzach, wiemy już mniej więcej czego możemy się spodziewać. I jeśli nastawimy się na dobrą rozrywkę na pewno nie poczujemy się zawiedzeni. Bo w taki też sposób, na książki Lyncha trzeba patrzeć i tak je traktować – jako rozrywkę. Miła odmiana jeśli wcześniej miało się do czynienia z tzw. cięższymi pozycjami. Książka idealna na podróż, łatwa i przyjemna. Trochę pokaźna jeśli chodzi o objętość, może się wydawać małą cegiełką, ale czyta się ja bardzo szybko. Scott Lynch ma bardzo lekki styl, czytelnik wręcz leci przez kolejne strony i zanim się spostrzeże ma za sobą już kilkanaście rozdziałów.
Niechaj wiedzie się złodziejom – to przykazanie Występnego Wartownika, usłyszał kiedyś mały Locke Lamora, z ust swojego mentora, Łańcucha. W okrojonym składzie, razem ze swoim przyjacielem Jeanem, stara się, kolejny raz, wypełnić je jak najlepiej. Planując kolejne, wielkie przekręty, tkając sieć kłamstw, która z wraz rozwojem fabuły robi się coraz bardziej poplątana. Z łatwością jaką nabierają kolejne wysoko postawione osoby może niekiedy budzić sprzeciw u czytelnika. Ale chyba właśnie po to kupiło się tą książkę – aby przeczytać jak dwójka błyskotliwych złodziei, w ubrankach arystokratów nabiera i pozbawia pieniędzy tą grupę ludzi przekonanych o własnej nietykalności. Z przyjemnością można popatrzeć jak grunt ucieka im spod nóg.
Recenzję z prawdziwego zdarzenia z wykazaniem plusów i niedociągnięć można przeczytać na katedrze . Ja jedynie ograniczę się do stwierdzenia, że Lynch podał czytelnikom, może znane danie, ale mimo wszystko ciągle smaczne. Jedynie momentami brakowało bardziej zaznaczających się przypraw. Jeśli o mnie chodzi, odeszłam od stołu z wrażeniem, że ta potrawa nadal mi smakuje.
Peter Watts “Ślepowidzenie”
Posted in Literatura tagi science fiction, uczta wyobraźni, wydawnictwo Mag on sierpień 7, 2008 by metzliWydawnictwo Mag, już od jakiegoś czasu rozpoczęło zabawę z serią Uczta wyobraźni, zaczęło się od Welinu Hala Duncana. Po lekturze tej książki, postanowiłam przyłączyć się do tej zabawy. Z wydanych na razie sześciu książek, przeczytałam dotychczas pięć, i jak do tej pory na żadnej się nie zawiodłam. Wydawnictwu należą się słowa największego uznania, bo nie dość, że szata graficzna (czytaj okładki) cieszy oko, to książki wydawane są na ładnym papierze i do tego zawsze z interesującą zawartością. Prawdziwa uczta wyobraźni. Tak też było z ostatnią książką wydaną w Uczcie Ślepowidzeniem Petera Wattsa.
Jak do tej pory, pierwsza czysta gatunkowo książka w tej serii. Poprzednie ciężko było zakwalifikować, chyba żeby wrzucić wszystko do pojemnego wora New Weird, faktem jest jednak, że stare szufladki nie bardzo pasowały do takich książek jak Welin czy Wieki światła. To w przypadku Ślepowidzenia możemy śmiało wysunąć jedną z szufladek i tam umieścić tą książkę – hard science fiction. Nie umniejsza to jednak w żaden sposób wartości tej książki, powiedziałabym więcej – w sytuacji kiedy większość autorów ucieka w mieszanie stylów, tworzenia pewnego misz-maszu, tacy autorzy, którzy ze starych schematów potrafią wyciągnąć coś nowego, zasługują na największe pochwały.
Thomas M. Disch “Obóz koncentracji”
Posted in Literatura tagi Fantastyka, Solaris on lipiec 30, 2008 by metzli
Chyba każdemu osobnikowi płci męskiej, gdy osiągnął już odpowiedni wiek zdarzyło się unikać w ten czy inny sposób służby wojskowej, z różnym skutkiem. W podobnej sytuacji znalazł się też główny bohater, Sacchetti. Jego położenie jest jednak o wiele bardziej poważne, Ameryka prowadzi wojnę, a odmowa przysłużenia się ojczyźnie jest karane więzieniem. Tam też trafia Sacchetti, żeby później zostać przeniesionym w inne miejsce, gdzie ludzie poddawani ściśle tajnemu eksperymentowi – dzięki któremu pod koniec swojego życia osiągają szczyty geniuszu ludzkiego, Sacchetti ma pełnić tam rolę obserwatora i wszystko zapisywać w swoim dzienniku.
Są książki, które zachwycają nas samym swoim początkowym pomysłem. Czytamy parę słów o takiej pozycji i od razu w naszej głowie pojawia się myśl: po tą książkę naprawdę warto sięgnąć. Obóz koncentracji zalicza się właśnie do takich. Zaciekawienie pomysłem autora, rosnące oczekiwania a później rozczarowanie.
Pierwsza sprawa to fakt, że już wielokrotnie można było się zetknąć ze scenariuszem przeprowadzania tajnych czy półlegalnych eksperymentów na ludziach. Z pominięciem etyki czy godności ludzkiej, a wszystko w imię rozwoju nauki. Pod tym względem nie jest to nowością, chociaż może w chwili wydania książki, 1968 rok, pomysł wydawał się o wiele świeższy, przez co bardziej interesujący. Dla mnie książka po pewnym etapie stawała się zwyczajnie nudna, a czytało się do końca tylko z ciekawości w jaki sposób cała sprawa zostanie zamknięta. A samo zakończenie jest, co tu dużo mówić, rozczarowujące. Coś co miało być w zamyśle nieoczekiwanym zwrotem akcji powoduje tylko pewien niesmak u czytelnika.
Czy książkę w takim razie należy omijać szerokim łukiem? Odpowiedź na to pytanie już nie jest taka prosta, bo mimo ewidentnych wad czy cech, które zniechęcają podczas lektury ma ona w sobie pewne elementy przyciągające. Disch ma bardzo sugestywny styl, czy to przez wykorzystaną formą – cała książka od początku do końca ma postać dziennika – od pierwszych stron jesteśmy wessani w ten zamknięty świat, w który został wciągnięty Sacchetti. Im dalej tym sytuacja wygląda coraz gorzej, kiedy wszystkie puzzle układanki zaczynają pasować co tylko pogarsza całą sprawę, powoli w coraz większym stopniu jesteśmy wciągani w ten nastrój beznadziei i chłodnej rozpaczy. Autor stawia w swojej powieści pytanie o miejsce geniuszu w życiu społecznym, podaje przykłady kiedy wielkie umysły nie potrafiły znaleźć się w normalnym życiu przeciętnego człowieka. Czy geniusz jest wytworem szaleństwa, niespodziewanym zjawiskiem i z punku widzenia całej zbiorowości tak naprawdę niepożądanym? Na pewno ma swoją cenę, co do przejaskrawienie pokazał w swojej książce Disch. Sam tytuł jest istotną grą słów, wiele osób, które brały do ręki tą książkę, w pierwszej chwili czytały Obóz koncentracyjny – co do charakteru obozu Archimedes nie odbiega zbyt daleko od prawdy.
Teraz wyszło na jaw, jak trudno mi wystawić ocenę końcową tej książce. Żadne warto sięgnąć czy omijać jak najdalej nie wydają się tutaj odpowiednie, czyli do końca zgodne z moimi odczuciami po lekturze. Gdybym miała wystawić ocenę w punktach w skali od 1 do 10 miałabym spory problem. Dobrze, że jestem na własnym blogu i choćby w najmniejszym stopniu zobligowana do takich ocen.
Samuel R. Delany “Babel-17″
Posted in Literatura on lipiec 21, 2008 by metzli
Granice mojego języka, są granicami mojego świata - ten słynny aforyzm sformułował kiedyś Ludwik Wittgenstein, a jego sens wykorzystał w swojej książce Samuel R. Delany. Sojusz toczy wojnę z Najeźdźcami, podczas której dochodzi do aktów sabotażu. To co udaje się wyłapać to niezrozumiałe transmisje w nikomu nieznanym języku – do jego rozszyfrowania zostaje zatrudniona znana poetka i lingwistka, Rydra Wong.
Według tak przyjętej tezy język jest miernikiem rozwoju konkretnej cywilizacji, im jest ona bardziej rozwinięta, tym za pomocą języka można więcej i dokładniej przekazać. Babel-17 jest bardzo zwięzły, wręcz upakowany – za jego pomocą można wyrazić o wiele więcej myśli, znaczeń, szybciej przekazać polecenia. Kiedy główna bohaterka przechodzi na Babel-17 świat wokół niej zwalnia, ruchy, mowa innych osób są nagle przeraźliwie powolne. Jedno słowa w zamian za kilkanaście niepotrzebnych innych, które tylko zaśmiecają przekaz. Jeśli opanuje się taki język – można automatycznie przeskoczyć o szczebel wyżej w ewolucji. Jak twierdzi autor za pośrednictwem swoich bohaterów – same słownictwo wystarczy aby ktoś pełnił określony zawód, język w tym momencie determinuje kim jesteśmy, jakie przyjmujemy role.
Jednak jak słusznie zauważa Marek Oramus w zamieszczonym posłowiu – jest tu pewna idealizacja i główny element fiction w tej książce. Konkretny język nie istnieje w próżni tylko ma swoje zamocowanie kulturowe, a sama znajomość słownictwa i gramatyki nie wystarczy, aby swobodnie się nim posługiwać. I czerpać takie korzyści jak Rydra Wong. Niemniej jednak po lekturze, Babel-17 pozostaje zawieszone pytanie o rozwój języka a co za tym idzie – rozwój naszej kultury. Szczególnie w sytuacji gdzie można się dopatrywać powszechnego upraszczania przekazów słownych, aby niepotrzebnie nie zanudzać widza czy czytelnika. Dzięki takim procederom człowiek upraszcza sobie samą rzeczywistość. Która można powiedzieć istnieje obiektywnie, jednak sposób w jaki na nią patrzymy determinuje nasze oceny, fakt, że nie potrafimy do końca ją opisać stwarza problem niezrozumienia i chęć jej upraszczania. Z drugiej strony mamy ciągle niedoskonały nośnik jakim jest język z jego błędami, strukturą i formą.
Nie powiem, że książkę czytało mi się lekko. Cóż, może sama natrafiłam w niej na moje własne ograniczenia. Jednak w ogólnej ocenie, warto było po nią sięgnąć, nie przejmując się, że to kolejna pozycja, która powstała pięćdziesiąt lat wcześniej. Następna, która z próby czasu wychodzi obronną ręką. Warto się z nią zapoznać nie tylko z szacunku dla pozycji klasyki science fiction.


