Haruki Murakami “Przygoda z owcą”

Posted in Literatura on maj 2, 2008 by metzli

Człowiek budzi się rano i wie, że ma w sobie owcę. To bardzo naturalne uczucie.

Przygodę z owcą kupiłam pod wpływem chwili, nie wiedząc za wiele o samym autorze, może poza faktem, że jest Japończykiem. Po zakupie książka powędrowała na półkę, żeby doczekać się przeczytania dopiero teraz.

Nie mam zbyt wiele doświadczenia z książkami Murakamiego, oprócz wyżej wspomnianej mam za sobą lekturę jedynie Na południe od granicy, na zachód od słońca, ale już z tych dwóch książek mogę wysnuć pewne spostrzeżenia. Bohaterowie Murakamiego są przeciętni, niczym szczególnym się nie wyróżniają. Nie można powiedzieć, że są nieudacznikami, ich życie to nie pasmo klęsk. Udaje im się pokończyć szkoły z zadowalającym wynikiem, zdobyć w miarę dobrą pracę - ale wszystkie te rzeczy upływają w poczuciu wielkiej nudy. Nie ma też w nich woli ani pasji żeby starać się zmienić taki stan, zresztą świetnie zdają sobie sprawę ze swojego położenia. Pojawia się ciekawe pytanie na ile jest to obraz przeciętnego mieszkańca Japonii. Życie spokojnie się toczy, kolejne lata mijają i nagle dzieje się coś… niespodziewanego. Wydarzenie, które nie mieści się w ustalonym scenariuszu. W Przygodzie z owcą główny bohater dostaje dziwne zdjęcie od swojego przyjaciela, ktoś mógłby powiedzieć, - nic wielkiego. Jednak rozpoczyna to ciąg zdarzeń, które wyrywają go spośród przeciętności i nudy, do których zdążył już przywyknąć.

Powieść obfituje w absurdalne sytuacje , które na samym początku powodowały, że sama oś fabuły wydawała mi się trochę naiwna. Ale im dalej w las, tym człowiek bardziej się przyzwyczajał i jakby instynktownie rozumiał realia jakie rządzą takim światem. Zupełnie jak w sytuacji ze snu, kiedy najbardziej absurdalne rzeczy przestają dziwić, tylko przyjmujemy je jako rzecz oczywistą. Nie zastanawiając się głębiej nad ich sensem.

Książka może sprawiać wrażenie powieści szpiegowskiej, nota bene nasz bohater sięga w międzyczasie po Sherlocka Holmesa, ale takie odczucie szybko mija. Powieść nie jest utrzymana w duchu tego gatunku, wystarczy powiedzieć, że sam bohater nie pasuje na doskonale tropiącego detektywa. Chociaż radzi sobie jak umie najlepiej.

Lubię styl w jakim pisze Murakami, jego bohaterowie są samotni, jakby nieumiejący się odnaleźć lub niechcący tego zrobić. Ich relacje z innymi są płytkie lub urywają się zanim przerodzą się w coś głębszego. Moja półka powinna zapełnić się książkami tego autora. Co ciekawe człowiek z Japonii potrafi pisać książki, które bez problemu trafiają w gusta czytelnika Zachodu.

Unio, dokąd zmierzasz?

Posted in Polityka on kwiecień 22, 2008 by metzli

Wpis zainspirowany dyskusją na zajęciach z integracji europejskiej, może służyć za jeden z dowodów, że studia mogą jednak rozwijać i na coś się przydać - wbrew temu co niekiedy sądzi się powszechnie.

Wracając do postawionego wyżej pytania, najprawdopodobniej nikt nie jest w stanie dzisiaj na nie odpowiedzieć, a jedyne co można zrobić to próbować przewidzieć ewentualne scenariusze najbliższej przyszłości tworu jakim stała się Unia Europejska. Nie tak dawno przez nasz kraj przetoczyła jedna z tzw. burz politycznych - a cała sprawa tyczyła się ratyfikacji traktatu lizbońskiego. I o ile można powiedzieć, że cała bitwa parlamentarna rozbudzała emocje i serca polityków z przeciwstawnych obozów, to dla przeciętnego obywatela cała sytuacja miała drugorzędne znaczenie. Myślę, że nie będzie przesadą stwierdzenie, że zainteresowanie traktatem lizbońskim było znikome lub wręcz równe zeru. Jeśli do skutku doszłoby referendum, łatwo domyślić jaki spotkałby je los. Nie mam tutaj na myśli konkretnego wyniku i procentach na opcje “tak” lub “nie”, ale o frekwencji. Pułap 50% udziału uprawnionych do głosowania, aby referendum było ważne wydaje się w takiej sytuacji celem nie do osiągnięcia. Szczerze wątpię czy przeciętny Polak wie co to w ogóle jest traktat lizboński, nie wspominając już o treści tego dokumentu, którą notabene wypadałoby znać jeśli miałoby się zabrać w takiej sprawie głos.

Całe zamieszanie dotyczące tego zagadnienia już ucichło, dzisiaj pojawiła się informacja, że prezydent ratyfikuje traktat najpóźniej w lipcu. Można powiedzieć - po sprawie, zresztą kogo obchodzi jakiś tam niejasny traktat lizboński. Dochodzimy więc do punktu, kiedy obywatele jednego z krajów członkowskich nie rozumieją wagi tak ważnego dokumentu dla UE. Zaraz można postawić pytanie dla kogo w takim razie ten tak ważny dokument jest tworzony, dla obywateli? Zmieniła się tylko nazwa, wprowadzono kosmetyczne zmiany i nie robi się nic innego tylko próbuje się przepchnąć cały tekst tylnymi drzwiami - wcześniejszy traktat konstytucyjny został przecież odrzucony w referendach przez Francję i Holandię. Powinien to być ważny znak, że obywatele tych krajów nie życzą sobie, żeby Unia szła dalej w takim kierunku - dosyć istotny powód do dyskusji gdzie jest miejsce w UE dla jej obywateli. Tworzy się więc dokument, który jest nieczytelny, o ciężkim języku prawniczym - nie wspominając już o tym, że aby dobrze zapoznać się z tekstem traktatu lizbońskiego trzeba mieć jednocześnie przed sobą tekst wcześniejszego traktatu z Maastricht - ile osób zdobędzie się na taki trud? Powstaje kuriozalna sytuacja kiedy nikt tak naprawdę nie rozumie czym jest Unia Europejska, jaka jest miejsce pojedynczej jednostki w takim tworze, a wszystko wskazuje na to, że zmierza ona w kierunku coraz większej centralizacji i absurdalnego tworu jakiegoś super-państwa. Dla kogo w takim razie Unia jest tworzona i w interesie kogo działa? Postać taka jak obywatel zostaje coraz bardziej odsuwana na dalszy plan, a jej głos przestaje się liczyć czy choćby być słyszany.

Gdzie dojdziesz takim krokiem Unio? Pytanie pozostaje wciąż otwarte.

Start!

Posted in Ogłoszenia on kwiecień 21, 2008 by metzli

Ten blog miał już powstać dawno, pierwsze pomysły i przymiarki pojawiły się już kilka miesięcy temu. Miało być głównie politycznie, a konkretnie to małe miejsce w sieci miało być poświęcone o sytuacji w regionie Europy Środkowej i Wschodniej. Cóż… plany planami, mają często to do siebie, że się zmieniają. W którym kierunku to pójdzie, trudno powiedzieć, ale nie trzeba znać końca drogi. W zasadzie to nie powinno się go znać, to odebrałoby całą frajdę.

Zabawa oficjalnie rozpoczęta.